Krakowiacy i Górale czyli tradycja i nowoczesność.

Minął kolejny miesiąc od kiedy miałem ogromną i niczym nie skrępowaną radość zatrzymać się w miejscu, gdzie tradycja idealnie łączy się z nowoczesnością. W zasadzie to gdybym zamieścił same zdjęcia to idealnie oddały by klimat miejsca i można by sobie odpuścić całego wywodu o tym w jakim fantastycznym miejscu się znalazłem całkowicie przypadkiem dzień przed Wielkanocą. 

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie skrobnął kilku słów do tych zdjęć jako, że jestem z natury gaduła. Ale od początku. Tak się jakoś złożyło, że zostałem poproszony przez kolegę o przywiezienie z Zakopanego koleżanki ze szpitala. Ponieważ jestem z natury człowiekiem, który lubi pomagać a że też lubimy się trochę to nie zastanawiałem się ani chwili no i decyzja padła od razu. 

Oczywiście, żeby nie było tak łatwo to był właśnie ten wyjazd, kiedy zostałem zaszczepiony grypą żołądkową. Oszczędzę Wam szczegółów jak wyglądała podróż między Kielcami a Zakopanem ale cieszyłem się z każdym kilometrem przejechanym. To takie wyjątkowe uczucie gdzie radość mieszała się ze smutkiem :) Ale jakoś poszło, przy czym poszło jest tutaj słowem nie przypadkowym. Dotarliśmy, padłem jak kawka, w opakowaniu i tak przekimałem do rana. 


Rano spakowaliśmy się i w drogę nazot a że głód doskwierał to trzeba było się gdzieś zatrzymać. Między Zakopanem a Krakowem jest takie miejsce, jedyne w tej części galaktyki. Krakowiacy i Górale. Obsługa bardzo fajna, dowcipna, na pytanie z progu co jest pada odpowiedź śledzik i setka. To był ten moment kiedy pożałowałem, że jestem kierowcą ale co zrobić. 

W czym tkwi wyjątkowość tego miejsca? Swojskie wędliny, własnoręcznie produkowane soki, dżemy, wino skubani nawet mają. Kolejny raz smutek przykrył i tak smutną i zmęczoną twarz. Duża piwniczka z przetworami. Własnoręcznie produkowane praliny, słodycze, czekolada w kształcie mapy gór. NIEZIEMSKO. Oj jakbym takie coś dostał w prezencie to bym się nie pogniewał. Może jak przeczytają tę opinię to coś dostanę :) 


Zamówienie złożyliśmy szybciej niż weszliśmy do środka. Ale gdybym wiedział jak duże są porcje to bym moje zamówienie podzielił na pół. Deska wędlin plus jajecznica była nie do przejedzenia. W zasadzie każdy z nas coś zostawił na talerzu. Było na wynos na dalszą trasę. Świetny sposób na podanie wody w starym typu butelki z takim korkiem jak kiedyś były. 

Z udawanym zarzutem rzuciłem do kelnera, że powinien mówić, że są duże porcje to byśmy zamówili mniej. Oczywiście jaka odpowiedź? "Dyć zeście som w górolskij knajpie" No tak, zapomniałem że tam nie żałują ci jedzenia na talerzu. Tak se pomyślałem po górolski, że rachunek to pewno siarczysty bydzie. No i zgodnie z trzecią prawdą Księdza Tischnera wcale tak się nie okazało. Najedliśmy się na maksa 4 osoby, dużo na wynos poszło i rachunek opiewał niecałe 90 zł. Krótko, jak wracasz z Zakopca ale jeszcze jesteś przed Krakowem to koniecznie zatrzymaj się w tym miejscu jeśli cenisz dobre jedzenie, miłą atmosferę i sympatyczną obsługę. 

Chętnie tam wrócę. 


















Share on Google Plus

About Obiektywnie o niczym, subiektywnie o wszystkim

Cześć, mam na imię Mariusz. Piszę sobie o wszystkim i o niczym. Czasami poważnie ocenię sobie jakąs firmę lub restaurację, albo też przetestuję jakiś produkt, albo zwyczajnie napisze o czymś co mnie denerwuje lub bawi. Enjoy.
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze :

Prześlij komentarz